Patologia światopoglądu part 2
dodano: 25.11.2008

Zakładając stronę nie myślałem raczej o tym, że przyjdzie mi być lekko naciskanym i poganianym. A tu zdziwko. Maile przychodzą, znajomi pytają, nieznajomi pytają – kiedy coś nowego będzie na latawcu.pl? Kurde…gdybym miał czas to bym siedział i katował klawiaturkę mojego peceta, a tak to wolne chwile przeznaczam na bezczynny odpoczynek, zaniedbując tym samym własne www. Ja uważam, że co się odwlecze to nie uciecze. Jest 7 rano w ten lekko zimowy poranek. Właśnie znalazłem chwilkę... Jako, że ostatnio chaos mym panem to w głowie mam krótkie formy. Na dłuższą, bardziej rozbudowaną przyjdzie czas.
 
1. Jestem tatą. Rozpisywał się nie będę, bo to chyba najbardziej osobista rzecz, ta rodzina, więc spokój się należy, ale powiem, że nie mogę jechać samochodem wolniej niż 50 km/h bo się budzi i marudzi oraz, że początkowe przekonanie o całkowitej zmianie dotychczasowego trybu życia sprawdza się tylko mniej więcej w połowie. To znaczy – nie mam czasu, aby dokończyć poprzednie Call of Duty czy zacząć nowy sezon Dextera i nowego Fallouta, ale mam czas na jedzenie, spanie i czytanie książek w kąpieli lub na kiblu. Teraz to w ogóle jest inaczej, bo tata w trasie, więc nawet się wyśpi, na centrum handlowe skoczy zakupa zrobić, płyty jakieś zamówi, filmy na lepsze czasy. Nawet kino tata w trasie odwiedził i Bonda obejrzał (Craig jest megabondem). I już. Resztą czasu trzeba się dzielić z Mikołajem. Lepiej podzielić się nie da.
 
2. Jestem zadowolony. Wyszło nasze zespołowe DVD, którego wstydzić się nie będziemy. Nie nam oceniać efekty pracy wszystkich maczających w nim palce, ale sami czujemy, że jest spoko i obciachu nie ma;-)
 
3. Jestem rozradowany, bo wyszło kilka fajnych płyt. Nowy Jay-Jay Johanson na przykłado. Mniej trip-hopowy i przebojowy, bardziej akustyczny, ale wciąż melancholijny, wciąż jesienno-zimowy, wciąż nieszczęśliwy i rozdarty. Wciąż idealny dla mnie. Majspejsem rzucam: http://www.myspace.com/jayjayjohanson
 
Z innej galaktyki muzycznej doszedł mnie album kapeli Wolves in the throne room i jeśli ktoś wilczy głód ma na muzyczne eksperymenta kroczące ścieżką klimatycznego black metalu jakiegoś czy coś, to polecam. Na majspejsie piszą: Muzyka transowa / Ambient / Black Metal. Pomijając skojarzenia dwóch pierwszych podanych gatunków muzycznych ze sceną techo-trance, to elementy black metalu niezaprzeczalnie tam goszczą. Majspejsem rzucam: http://www.myspace.com/wolvesinthethroneroom
 
Nowy Lambchop i nowe Calexico. O ile ci pierwsi utrzymali poziom (i zły jestem, że na ich koncercie w Fabryce Trzciny być nie mogłem), o tyle ci drudzy ponad poziom wyskoczyli. Carried To Dust jest ze mną w samochodzie, na uszach w busie trasowym, na wycieczce po superhipermarketach. Niby nic się nie zmieniło, a bardziej przystępne się zrobiło. Cieszą melodię, cieszy realizacja, w ogóle cała płyta cieszy bardziej niż poprzednie. Ogromnym fanem nie byłem, ale szóstą oficjalną płytą przekonali do siebie całego mnie. Czy ja już mówiłem, że co się odwlecze…?
Rzucam, uwaga:
 
Długo – chyba nawet za długo – oczekiwany przeze mnie drugi album Margot & the Nuclear So and So's pojawił się łaskawie na świecie. Ba! Nawet od razu dwa się pojawiły. Animal i Not Animal się zwą i coś mi się wydaje, że użycie wyrażenia „bardziej progresywne” będzie na miejscu. Oj poszli po całości. Piosenki wciąż pozostały ładne, wciąż melodyjne (czasem nawet lekko przesłodzone), wciąż w duchu indie folk – jak to tam się ich określa – ale kompozycyjnie, aranżacyjnie wiele się podziało. Nie jest już tak oczywiście, jest bardziej z rozmachem. Jakby Renatę Przemyk zrobić w holiłódzie.
 
Doczekałem się reedycji mojej ulubionej płyty Kobranocki. Ja wiem, że tam nie ma największych hitów, ale mam je w nosie, bo więcej znaczy dla mnie Niech popłyną łzy, niż „skarpeta”. A tam i pastisz Atrakcyjnego Kazimierza, i covery Neila Younga (Keep on rockin' in the free world słuchając odpuszczam, ale Wrecking Ball to majstersztyk – na wokalu tajemnicza Angie Leś – czyli z tego co wiem Pani Nosowska) i całkiem rockowe ballady. Przedobra płyta. Ich przestrzeń: http://www.myspace.com/kobranocka
 
4. Jestem wzruszony. Kolejnymi koncertami zespołu mjut jaki przyszło mi widzieć w Stodole i w Od Nowie. Trochę tak jak w przypadku zespołu Muzyka Końca Lata mam wrażenie spotkania z czymś ważnym i dużym. Scenariusz dobrze znany. Skromni chłopcy wchodzą na scenę i  bez krzty silenia się na jakąkolwiek pozę czy udawania wielkich artystów, dokonują cudów. No bo poruszają ludzi. Ja wiem, że na razie niewielu, wiem. I nie chce mówić, że jeszcze „rok dwa” i ruszą więcej niż niewielu, ale stojąc tam i słuchając Zorientowanych na sukces miałem ta gęsią skórę przechodząca w ważnych, wielkich momentach. Wzruszam się, bo widzę to ich zaangażowanie i przekonanie do tego co robią. Jeśli można malować dźwiękami, to chłopcy pokończyli wszelkie możliwe ASP na świecie. Podobno w lutym 2009 wchodzą do studia. Oby ten był dla nich rokiem samych sukcesów. Ps. to jedyny zespół, który w podzięce za wspólny koncert przyniósł upieczony przez mamę gitarzysty tort z napisem Długa Droga Tour. Pyszny! Makowy! Widzicie…poza muzycznie też nas wzruszają;-)
 
5. Jestem zaszczycony. Wyrzucając na prędce śmieci nie do swojego kosza, tylko do jakże pilnie strzeżonego kontenera będącego własnością mieszkańców sąsiedniego bloku, zostałem zaatakowany przez Partol Obywatelski pilnujący prawa i sprawiedliwości na świecie, a w szczególności okolic ich kontenera śmieciowego. Dwie starszawe, znudzone życiem panie, niemalże gubiąc czółenka podbiegły do mnie z listą lokatorów wiadomego bloku i zapytały czy tu mieszkam skoro w ten kontenerek śmieci wyrzucam. Nie będę cytował mojej odpowiedzi, bo wyjdę na chama, a nim nie jestem. Po prostu śpieszyłem się i już.   
 
6. Jestem wkurwiony. Miałem pisać o kolejnych „polskich obozach koncentracyjnych”, bo znów takie stwierdzenie się pojawiło w zagranicznej prasie (niemieckiej – dodać trzeba), a ja nie lubię jak z moim krajem, jaki by nie był, powiem grzecznie, ktoś uprawia seks analny. Miałem pisać, ale nie napisze, bo wyszło jakoś bardziej muzycznie dzisiaj. Może to temat na większy tekst.
 
Lecę na śniadanie. Pozdro.
 
Wawatown, 25.11.2008