Tajemnicy nie ma. Za kilka dni będę tatą. Tatą Mikołaja. I nie wyobrażam sobie, aby on głuchy jak pień był. Łapę sobie dam odgryźć, że potupie nóżką do muzyki już na swoje pierwsze urodziny. Bo muzyka obyczaje łagodzi, rozwija, poprawia samopoczucie i takie tam banały…A tata już się o dobrą muzę postara, bo jego rodzice od zawsze podsuwali mu pod nos płyty i kasety.
Wybrać 10 utworów, które twój syn usłyszy na dzień dobry, nie jest łatwo. Ojciec od małego nasłuchał się tyle tych dźwięków, tyle piosenek, że to trochę tak jakby biec na czołgi z pistoletem sikawką i puchową poduchą. Nie fair. Ale spróbowałem. Ze względu na wiek słuchacza i jego samopoczucie w pierwszych dniach na świecie, wybór piosenek raczej w jednym klimacie jest zrozumiały. To takie piosenki do ślinienia się w łóżeczku przez sen. Takie do umilenia sobie oczekiwania na kolejną porcję mleka albo na kolejną zmianę pieluchy. Przyjdzie kiedyś czas na piosenki w klimacie raczkowania, wywalania wszystkiego z pieluchy na ziemię albo wyrastania pierwszego mleczaka. Póki co cisza, spokój, leżakowanie i ciepełko.
Z Armstrongiem też za pan brat jestem. Generalnie trębaczy uwielbiam. Czy młody po ojcu odziedziczy zamiłowanie do dźwięku trąbki? Chyba tak. Dodatkowo, za kilkanaście lat, jak gry PC będą trójwymiarowe i niepotrzebna będzie do nich klawiatura, wyjmę jakiś emulator i pokażę mu intro do Fallouta 2. Na pogodno. Give me a kiss to build a dream on, and my imagination will thrive upon that kiss.
3. Terry Jacks - Seasons in the sun
Pierwszy raz usłyszałem ten numer w wersji zespołu Black Box Recorder. Kilka baaardzo dobrych lat później, gdy dowiedziałem się któż to Terry Jacks, usłyszałem go w wersji męskiej. Dwukrotnie. W oryginale i w wykonaniu Westlife. O tym drugim szybko chcę zapomnieć.
4. I am kloot - Same deep water as me
Jakby tak popatrzył na listę tych utworów, to można pomyśleć, że ojciec syna chce zdołować. Same smuty mu podrzuca. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Przy tym wokalu musi się dobrze spać. I przy tych gitarach. A bo to tak płynie…tak kołysze.
5. Jay Jay johanson – It hurts me so
Jay-Jay mu zaśpiewa o tym, jak go to wszystko rani. Jak on na nią patrzy, a ona płacze i siedzi z głową w rękach. Ot, taka kołysanka powiedzmy. I triphopowy rytm, akurat do spania. Po ojcu wrażliwy będzie;-)
6. Beck – Lost cause
Nie do końca chwyciłem loty Becka. Looser owszem, reszta debiutu owszem, a potem te eksperymenta to już nie za bardzo. Sea Change było powrotem Becka jakiego lubię. Akustycznego, bardzo indie. I tą nudę tu słychać tak wyraźnie, to zrezygnowanie: Im tired of fighting, fighting for a lost cause. Tak do przewracania się na drugi boczek.
7. Beirut - Postcards from Italy
Będzie chyba lubił dęciaki. W końcu słowiańska dusza. Dla kolorowych snów to Beirut tylko. Drobina słońca w tym całym zestawie.
8. Cake – Friend is a four letter word
Kolejny dęciak w składzie. Osz w mordę, dobry numer. Od początków studiów wraz z kolegą Kawalcem Jakubem dalibyśmy się pociąć za ten kawałek. Bo to ideał niemalże. Trudno, żeby mój własny syn nie poznał tego numeru. I'm really only praying, that the words you'll soon be saying, might betray the way you feel about me.
9. Stina Nordenstam – Clothe yourself well for the wind
Ja bezgranicznie kocham ten wokal. Bjork owszem, Beth Gibbons owszem, Joanna Newsom owszem, ale one wszystkie są kilka pięter niżej. Nikt tak nie śpiewa prosto do ucha. No nikt. Króciutki numer. Lekko ponad półtorej minuty klimatu idealnego na otworzenie oczu jeszcze w łóżeczku w zimowy słoneczny poranek.
10. Sigur ros – Untitled 1 (Vaka)
Wygląda na to, że chcę wystraszyć malucha tym numerem. Ale niech wie, że życie to nie tylko śmichy chichy. Jak podrośnie to jeszcze klipa zobaczy. Wtedy to mu oczy zbieleją.
I już. Na szybko wybrana dziesiątka się kończy. Lecimy spać.
wawatown, 1.09.2008