No. Proszę sobie wyobrazić. Mamy niedzielę, przyszła sobie po leniwej, nic nie wnoszącej sobocie, jest aktualnie 7:30, za oknem szaro, zachmurzenie umiarkowane z lokalnymi przejaśnieniami, idealne wręcz warunki do dalszego snu, a normalnie przeciętny człowiek jak ja już nie śpi. Czemuż? A temuż kurwa…ale od początku.
Od małego mama mówiła: Nie jedz przed snem, bo ci się będą głupoty śnić. Święta prawda. Jako, że się z tym jedzeniem ostatnio generalnie bardzo pilnuję, bo i z tłustym trzeba uważać i po 19 nic nie szamać, to za nic zdrożnego uznałem jabłko zjedzone gdzieś około 23. Efekt: Pierwsze Ogólnokontynentalne Mistrzostwa Świata w Najchujowszych Przygodach Sennych. Już w tej chwili nie pamiętam czym konkretnie w tych mistrzostwach zabłysnąłem, bo po otworzeniu oczu od razu w okno spojrzałem, a to podobno zabiera pamięć senną or whatever. Więc jak mówię nieważne. Ale myliłby się kto pomyśli, że to z powodu wykwitów sennych nie zmrużyłem ponownie oka. Właściwie „nie zmrużyliśmy”, bo z małżonką tą wyszukaną torturę wspólnie znosiliśmy.
Od pewnego czasu mamy wrażenie o przetaczającej się z rana gdzieś na górnych piętrach naszego bloku naszej klatki, nieznośnej fali dźwięku. I daj Bóg, żeby to jakaś piosenka przyjemna była. Daj Bóg. To są jakieś gadania. Zanikające w ciągu dnia, bo hałas ogólny się wtedy podnosi, a uaktywniające się po 22, ewentualnie około 6 z rana, a i często w okolicach 2 w nocy. Ciężko było je do końca zlokalizować, bo i sypialnie przenieśliśmy do innego pokoju, a i myśleliśmy, że babol z dołu po atakach kombinerkami na wspólne rury ściszył radioodbiornik na zawsze. No więc…budzimy się dziś rano, któryś raz z rzędu zdenerwowani, że nam przez sen ktoś memli za uchem i przez parę minut staramy się zlokalizować źródło tego nadgorliwego nadajnika. Wszystko wskazuje na sąsiadów z góry. I to, że dźwięk się jakoś tak podejrzanie rozchodzi i z górnych warstw uderza, i to, że dzieci tam są w wieku szkolnym i chyba przedszkolnym i generalnie, bo przecież sąsiad to nieprzyjaciel. Więc nasłuchujemy: gadają, gadają, gadają. - No mówię ci, Radio Maryja – przekonuje nieomylna druga połówka. – Czekaj, czekaj. W maryjnym gaworzą spokojnie, bez agresji w głosie, bo jeśli jest agresja to ukryta między wierszami w wypowiedziach ojca dyrektora. Słyszysz…oni tutaj gadają jakoś szybko, jakoś agresywnie, jakby się kłócili – mędrkuję wystawiając łeb spod kołdry. Po chwili dźwięk się natęża, więc wstaję do kuchni, wracam ze szklaneczką w ręku i starym sposobem naszych babek i matek przykładając ją do ściany nasłuchuję, kto i dlaczego o tej porze tak gaworzy. Babki i matki miały szczęście. Szkło z Krosna delikatniejsze było niż ikeowe. Grube denka szklanek z Ikei nie przepuszczają nawet ćwiartki tego co krośnieńskie. Pomysł upadł, a ja wróciłem do łóżka nasłuchując cały czas jakiegoś pieprzenia, od którego zaczyna już boleć głowa, bo nawet mezzosopran po przejściu tych wszystkich ścian nabiera cech barytonu i huczy w głowie jak śmigłowiec. I nagle cisza, nagle chwila spokoju. I melodyjka jakaś. Jakieś plumkanie zamiast memlania. Żona nerwowo się uśmiecha i informuje: -No kurwa Złotopolscy!!!. Nie żebym żonie nie wierzył, z którą resztę życia zamierzam spędzić więc wierzyć by wypadało, ale biegnę do pokoju i przeglądam program TV. Jak wół stoi:
05:55 – Złotopolscy: Pocałunek - Kleczkowska zastanawia się, czy powinna nad sklepem wywiesić szyld "market", przychodzi po poradę do Biernackiego. Ten prosi o chwilę zastanowienia, bo chce zapytać ekspertów w Warszawie. Kleczkowska wpada na pomysł przeprowadzenia badania opinii publicznej. Będzie obserwowała przechodzących obok plakatu Biernackiego i notowała, kto z mieszkańców jest za, a kto przeciw posłowi. Kalina liczy na to, że Wiesiek odejdzie na emeryturę, a ona zostanie komendantem posterunku. BINGO w mordę!!! Powtórki się ogląda! Nie ma czasu w ciągu dnia na żywca lecieć tylko z się budzi i zamiast smacznie chrapać to Kleczkowską się przejmuje. Noż kurw….
- Żona! – krzyczę z nazwijmy to salonu – trafiony zatopiony!. Złotopolscy do 6:20 czyli za parę minut się kończą. –No i dobrze! A co jest potem? – pyta połówka dociekliwie i nie bez powodu jak się okazało. Oczom kurwa nie wierzę. No nie wierzę.
06:20 - Złotopolscy: Żona emeryta w akcji - Biernacki otrzymuje ze Złotopolic wyrazy poparcia. Sondaż przynosi korzystny wynik: 25 osób jest za…
Chwila wymownej ciszy. Chwilka dosłownie, bo za chwile z góry słychać: Módlmy się!!! Odruchowo wstałem i złożyłem ręce. E…w mordę. Nie będę nic składał jest przed 7 i powinniśmy smacznie spać!!! - No chwila chwila – śledcza małżonka nie daje za wygraną – albo Złotopolscy, albo msza. Racja. Coś tu nie gra. Wchodzę do naszej starej sypialni, a tu jak w katedrze Notre Dame. Głośno, wyraźnie i ten kościelny zapach tez tu jest niemalże. Lecę do telewizora. Nie da się ukryć: Transmisja mszy św. z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach. To nie może być sąsiad z góry. To musi być babol. - Ale babola już nie było przecież słychać w nowej sypialni – żalę się żonie. – Może na złość telewizor i radio przeniosła za nami – odpowiada.
No tak…to by sens miało. Przeniosła sobie pokój razem z nami. Wyraźnie słychać w nowej i starej sypialni, bo jakoś inaczej się odbija czy coś i złudzenie jest, że sąsiad z góry nas podtruwa. A przecież to taka raczej spokojna rodzina jest. A więc babulon wrócił! Nie damy się łatwo. Mam kilka rozwiązań tej sytuacji. Mógłbym iść i jej zwrócić uwagę, ale skoro nie słyszy to jeśli po moim pukaniu drzwi cudem otworzy, to uzna, że wlazłem i nic nie mówię. Po dobroci więc odpada. Mogę sposobem Adama Miauczyńskiego odwrócić mój malutki piecyk orange głośnikiem na dół i zagrać jej jakąś melodię z 666 kręgu piekieł. Albo ewentualnie umieszczę jakiś złośliwy komentarz na drzwiach klatki schodowej. Żeby dla dobra wspólnoty mieszkaniowej w tej i tej klatce tego i tego bloku kupiła sobie aparat słuchowy.
- A może to z dwóch źródeł? Może serial na górze, modlitwy na dole?- prowadzi dalej śledztwo żona. Nie! Tego to nam nie potrzeba. Lecę zerknąć w gazetę:
07:20 - M jak miłość - Piotrek uświadamia sobie, że nie pamięta, gdzie schował prezent od Lucjana kupon totolotka…
Jest 8:00. Żona ponownie usnęła, a ja Miłości na górze nie słyszałem. Czyżby babol przełączał się między kanałami? Boże chroń nas przed głuchymi katolikami!
Wawatown, 25.05.2008